Trzymam kciuki za Tomka Kalitę

materiały prywatne
O chorobie Tomka wiedziałem dużo wcześniej, ta informacja bardzo mnie zasmuciła. Mój ojciec też chorował, dlatego bardzo mu kibicuję. Widzę jaki dzielny jest w swojej walce i jaką ma odwagę o tym mówić. Wspaniale też, że staje z tak trudnym tematem, jakim jest kwestia legalizacji medycznej marihuany, przed uprzedzonym społeczeństwem. Mało tego, myśli nie tylko o sobie, ale i o innych. To mi bardzo w nim imponuje.

Znam się z Tomkiem od dawna, razem działaliśmy w Sojuszu Lewicy Demokratycznej i bardzo cenię jego pracę. Poza tym, że był znany jako rzecznik prasowy SLD, był przede wszystkim działaczem społecznym. Wiele jego inicjatyw na pewno zmieniło dyskurs po lewej stronie, jak i w społeczeństwie.

Jestem wielkim zwolennikiem legalizacji konopi, tymczasem mamy dziś do czynienia z narkofobią, całkowicie dla mnie niezrozumiałą. Nie potrafimy racjonalnie rozmawiać na ten temat, nie szukamy rozwiązań i walimy pałą po łbie tych wszystkich, którzy próbują to robić. Skutki są takie, że cierpią realni ludzie. Ludzie, którym łatwiej byłoby znosić skutki chorób. Wiem o tym z własnego doświadczenia. Mój ojciec mając raka korzystał z marihuany. Jego ból był tak ciężki, tak nie do zniesienia, że zdobywaliśmy ją, być może nawet łamiąc prawo dla dobra bliskiej mi osoby. Musieliśmy to robić. Sądzę więc, że sytuacja, w której znajduje się Tomek, jest kompletnie niehumanitarna. Skazujemy go - i nie tylko - na potworne cierpienia, kierując się własnym lękiem. I mam nadzieję, że ten przypadek, tak nagłośniony i wielka determinacja Tomka zmuszą decydentów do zmiany postawy i uregulowania tej kwestii.

Jako poseł byłem wiceprzewodniczącym zespołu ds. legalizacji marihuany. Niestety, Platforma Obywatelska nie chciała zająć się wypracowanym przez nas projektem ustawy. Wtórował jej wtedy Leszek Miller, ówczesny szef Tomka. Wierzę, że dzisiaj, także ze względu na niego, zmienił zdanie i SLD będzie partią wspierającą regulację tej sprawy. A jest ona konieczna - nawet w przypadku, gdyby okazało się, że olej z konopi nie leczy. Pomyślmy - sprzedajemy na potęgę leki, które uzależniają tysiące mieszkańców naszego kraju i kompletnie się tym nie przejmujemy, a kruszymy kopie o legalizację specyfiku, którego skuteczność została udowodniona nie ostatnio, ale była testowana przez setki lat. I uważam, że najwyższy czas, żeby w końcu, po ludzku i humanitarnie, rozwiązać tę kwestię.

To parlamentarzyści będą decydowali, jak daleko się posunąć. Nie obawiałbym się jednak, że otworzą drogę do czegokolwiek złego. Wszystko można w ten sposób strywializować i sprowadzić do absurdu. W ten sposób będziemy się obawiać, że wybudowanie kolejnej autostrady poskutkuje lawiną wypadków samochodowych a wypłata 500+ sprawi, że ktoś kupi alkohol albo będzie więcej przemocy. Przypadek Tomka pokazuje, że mamy poważny problem społeczny. Dlatego byłbym w stanie stanąć ramię w ramię z posłem Liroyem, który chce zalegalizować medyczną marihuanę. Pamiętam jak wcześniej straszono społeczeństwo. Chciałbym, aby tym rozsądek wygrał nad populizmem, naszymi uprzedzeniami i fobiami. Znamy konkretne przypadki osób, które potrzebują naszego zrozumienia, zrozumienia decydentów, stanowiących prawo. Chciałbym jak najszybciej podjętych działań legislacyjnych, które pomogą Tomkowi i wielu, wielu innym czekającym na szansę. Takim, które pomogą im godnie i bezboleśnie znosić chorobę. Trzymam kciuki za Tomka, wierzę, że zwycięży, wierzę też, że jest wielu posłów, którzy nie przejdą obok tego cierpienia i mądrego apelu Tomka obojętnie.

Odwagi, parlamentarzyści! Odwagi, Jarosławie Kaczyński!

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...