O autorze
prezydent Słupska, samorządowiec, polityk, politolog. Absolwent Szkoły Liderów Politycznych i Społecznych oraz Szkoły Praw Człowieka przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Przez wiele lat współpracował jako konsultant kilkunastu organizacji praw człowieka w Polsce i za granicą, były członek Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. W latach 2008 – 2016 był członkiem Rady Doradczej Praw Człowieka przy Open Society Foundation. W trakcie kadencji był wiceprzewodniczącym Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz członkiem Komisji Spraw Zagranicznych. Od 2015 jest członkiem Kongresu Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy. Od 2016 roku uczestniczy w pracach grupy doradczej ds. równouprawnienia płci, przymusowych wysiedleń i ochrony powołanej przez Wysokiego Komisarza ONZ. Prezydent Słupska od 2014 roku. W trakcie trwania kadencji zmniejszył zadłużenie miasta o 49 mln złotych. Ściągnął do miasta rekordowe inwestycje rozwojowe, finansowane ze środków unijnych. Pomysłodawca czerwonej kanapy – miejsca spotkań prezydenta z mieszkańcami i rozmowy o potrzebach lokalnej społeczności. Pod koniec pierwszej kadencji Roberta Biedronia Słupsk stał się miastem o jednym z najniższych współczynników przestępczości w kraju, a ponad 93% mieszkańców jest zadowolonych z miasta w którym żyje.

PiS można pokonać. Kiedy oni posługują się demagogią, my musimy się odwołać do empatii i współczucia

Jestem przekonany, że PiS i podobne mu siły w innych krajach można pokonać. Ale mogą tego dokonać tylko ruchy polityczne, które jednocześnie szanują zasady praworządności i wolności obywatelskiej, a zarazem chcą realizować ludzką, społeczną i polityczną solidarność.

Polska ma dziś dla Europy dwie wiadomości: jedna to ostrzeżenie, druga to nadzieja.

Zacznę od ostrzeżenia.

Przyjechałem z kraju, którego obywatele zobaczyli, jak władza depcze konstytucję, atakuje niezależne sądy, zagraża podstawowym prawom i zwalcza społeczeństwo obywatelskie. Wiele ustaw wprowadzonych przez premierów z Prawa i Sprawiedliwości oraz prezydenta Andrzeja Dudę pod nadzorem posła Jarosława Kaczyńskiego zaprzeczają kluczowym wartościom, na których ufundowany jest porządek europejski. Naruszono fundamenty naszego społeczeństwa, zniszczono podstawowe instytucje państwowe, a ci, którzy się temu przeciwstawiają, są traktowani jak kryminaliści lub zdrajcy.

Jak to możliwe? Dlaczego ponad 37 procent Polek i Polaków, którzy niemal 30 lat temu odrzucili autorytarny reżim komunistyczny, zagłosowało na PiS? Polacy wybrali PiS z tych samych powodów, co Amerykanie Donalda Trumpa, Brytyjczycy — Brexit, a ostatnio Niemcy — Alternatywę dla Niemiec i Włosi — Ligę Północną. Czuli się ignorowani, zostawieni z tyłu i sfrustrowani stanem w jakim znalazła się polityka.

Transformacja z systemu komunistycznego do gospodarki wolnorynkowej przyniosła Polsce niespotykany wzrost gospodarczy i dobrobyt. Kiedy w 2004 roku wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, koniunktura jeszcze się poprawiła. PKB rosło niezwykle szybko. Jednak mnóstwo Polek i Polaków zapłaciło ogromną cenę za ten wzrost. Wielu nie skorzystało z sukcesu Polski, zwłaszcza mieszkańcy mniejszych miast. Przez ponad dwie dekady bezrobocie pozostawało na dwucyfrowym poziomie, wiele miejsc pracy zniknęło. Wśród tych, które pozostały, warunki zatrudnienia nie dawały już poczucia bezpieczeństwa. Kiedy wskaźniki gospodarcze rosły o 700 procent, pensje połowy społeczeństwa wzrosły zaledwie o jedną trzecią.


To dlatego w 2015 tak wiele osób poszło do urn by wyrazić swą frustrację. Mieli już dość polityki “nie da się”, „żeby było tak, jak było” i „ciepłej woda w kranie”. Taką politykę prowadziły poprzednie rządy. PiS obiecał zmianę i pomoc potrzebującym. Niektóre reformy, np. 500+, co zrozumiałe, zyskały masowe poparcie.

Jednak gdy PiS jedną ręką zwracał ludziom godność materialną, drugą odbierał wolność.

I to jest ostrzeżenie: liberalni demokraci przegrali, gdyż nie byli w stanie odpowiedzieć populistycznej skrajnej prawicy. Nie byli w stanie zareagować na wzbudzane na każdym kroku poczucie zagrożenia i politykę lęków. Liberałowie i siły postępowe nie przedstawili przekonującej, autentycznej i chwytającej za serce propozycji wyborczej. Jestem przekonany, że PiS i podobne mu siły w innych krajach można pokonać. Ale mogą tego dokonać tylko ruchy polityczne, które jednocześnie szanują zasady praworządności i wolności obywatelskie, a zarazem chcą realizować ludzką, społeczną i polityczną solidarność.

Kiedy oni posługują się populizmem i demagogią, my musimy odwoływać się do uczciwości, empatii i współczucia. Jestem głęboko przekonany, że to samo podejście można, a wręcz należy stosować zarówno na poziomie europejskim, jak i lokalnym.

I tu dochodzimy do nadziei. Polska przez ostatnie trzy lata była świadkiem zdumiewającego, a często heroicznego wręcz aktywizmu. Miliony obywatelek i obywateli wyszły na ulice w całej Polsce, by pokojowo bronić swoich praw. W małych i większych grupach, publicznie i w swoich domach ludzie zaczęli czytać Konstytucję. Sędziowie i prawnicy zaczęli być zapraszani na festiwale rockowe i przez tysiące młodych ludzi traktowani jak gwiazdy. Kobiety ze wszystkich pokoleń wspólnie maszerowały w protestach przeciwko barbarzyńskiemu prawu antyaborcyjnemu.

Politykom takim jak ja daje to głęboką nadzieję i motywację do ciężkiej pracy, by Polska, o jakiej marzyłem od dziecka, stała się rzeczywistością. W dzisiejszej Polsce jest niezliczona ilość marzycieli, także w mediach. Cieszę się, że jeden z nich jest dziś z nami w Paryżu. Jarosław Kurski mierzy się z niezwykle trudnym zadaniem kierowania „Gazetą Wyborczą”, którą przez lata redagował Adam Michnik - nie tylko prowadzi gazetę, która nieustannie inspiruje opór przeciwko skłonnościom autorytarnym. Umiejętnie radzi sobie z być może jeszcze trudniejszym zadaniem: wspieraniem uczciwej intelektualnej i moralnej debatę o tym, co ma przyjść po Prawie i Sprawiedliwości.

Wiecie, jaka partia ma dziś w Polsce najwyższe poparcie? Nie, nie chodzi o Prawo i Sprawiedliwość. Z pewnością nie jest to też Platforma Obywatelska. Ta partia to Unia Europejska. Według sondaży 65 proc. moich rodaków zdecydowanie popiera członkostwo w europejskiej wspólnocie.

Dla wielu obcokrajowców rządy PiS to sygnał, że w DNA Polaków wpisana jest antyeuropejskość, fanatyzm i wsteczniactwo. Takie stereotypy są zwyczajnie fałszywe. Jako ateista, progresywny polityk i pierwszy poseł otwarcie deklarujący, że jest gejem, jestem żywym dowodem, że polskie społeczeństwo jest dynamiczne i tak skomplikowane, jak każde inne współczesne zachodnie społeczeństwo.

My, politycy - lokalni i ci, którzy działają na poziomie krajowym i europejskim - musimy jeszcze częściej i jeszcze wyraźniej mówić o dobrodziejstwach Unii Europejskiej. Musimy nauczyć się pokazywać wyborcom korzyści, jakie przynosi im Unia w ich codziennym życiu. Zapominało o tym dotychczas wiele partii. Nasze obecne kłopoty zawdzięczamy przywódcom, którzy nie pielęgnowali poczucia, że Unia należy do nas wszystkich. Co gorsza, przez lata ignorowali zagrożenia dla praworządności. Najlepszy przykład to Victor Orban — jego Fidesz przygotował swoisty przewodnik dla antyliberalnych naśladowców. Orban do dziś jest członkiem największej frakcji w Parlamencie Europejskim i politycznym sojusznikiem Angeli Merkel i Donalda Tuska.

W zwyczajnych czasach ktoś taki jak ja, prezydent polskiego miasta, zamieszkiwanego przez mniej niż 100 tysięcy osób, nie miałby szansy przemawiać w historycznym miejscu przed tak znakomitym gronem. Jednak nie żyjemy w zwyczajnych czasach. Właśnie dlatego chcę was pozostawić z przesłaniem nadziei. Projekt europejski jest jednym z największych osiągnięć w historii ludzkości. Nie porzucajmy go tylko dlatego, że paru cynicznych demagogów wykorzystało trudne czasy, by zagarnąć dla siebie tyle pieniędzy i władzy, ile tylko zdołają.

Niebywały sukces prezydenta Emmanuela Macrona i La Republique en Marche dał milionom Europejczyków — również mnie, w dalekim Słupsku — nadzieję, że wartości europejskie są żywe. Przypomniał nam, że lęki podsycane przez radykalnych nacjonalistów, ksenofobów i autorytarnych wodzów nie muszą zwyciężyć. Nie zwyciężą. W ciemnym okresie po Brexicie promyk światła z Pałacu Elizejskiego był jawnym znakiem, że opowieści o śmierci Unii Europejskiej są przesadzone.

Nie możemy spocząć na laurach. Ani z powodu wartości, w które wierzymy, ani z powodów czysto pragmatycznych. Bez względu na partyjne szyldy nasz cel jest dziś ten sam: wszyscy jesteśmy europejskimi wyborcami. Jeśli przyszłe pokolenia mają się cieszyć bezpieczną, sprawiedliwą i pomyślną przyszłością musimy zacząć o nią walczyć i budować ją już teraz. Jak w bajce Ezopa o patykach: jeśli jesteśmy zjednoczeni nic nas nie złamie, podzielonych bez trudu można zniszczyć.

Vive la France! Vive la Pologne! Vive l’Europe!

Tekst wystąpienia w Zgromadzeniu Narodowym w Paryżu wygłoszony 13 września 2018 r.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...